Stara Słaboniowa i Spiekładuchy (wyd. 2) - Joanna Łańcucka

Dostępność: średnia ilość
Wysyłka w: 14 dni
Cena: 40,00 zł 40.00
ilość szt.

towar niedostępny

dodaj do przechowalni
Ocena: 4.67
Kod produktu: 978-83-64307-98-0

Opis

Wy to, Słaboniowo, zawsze tak zakręcicie, że człowiek sam nie wie, w co wierzyć, i widzi rzeczy, których nie ma.

W mroźny zimowy wieczór stara kobieta staje przy drewnianym płocie i jak co dzień spogląda bystrym okiem na rodzinną wieś. Gdzieś z nieprzeniknionych ciemności nadciąga zło, jakiego jeszcze mieszkańcy Capówki nie doświadczyli. Zimny, wschodni wiatr niesie ze sobą smród siarki, w głębi lasu świecą czyjeś czujne oczy, dziecko o twarzy starca sprowadza na bagna niewinne dziewczęta, a zrodzony z ludzkiego występku Strzygoń wychodzi na krwawy żer. Tylko stara Słaboniowa zna wszelkie diabelskie sztuczki i potrafi zaradzić nie tylko na nadprzyrodzone, ale również na zwykłe, ludzkie kłopoty.

W „Starej Słaboniowej i Spiekładuchach” świat ludzi miesza się ze światem duchów rodem ze słowiańskiej mitologii i ludowych podań, ludzkie tajemnice  i fantazje materializują się nieraz pod zaskakującymi i przeraźliwymi postaciami, a mała wieś gdzieś przy wschodniej granicy z niewiadomych przyczyn wciąż jest nękana przez siły nieczyste.

Joanna Łańcucka – urodzona w Skierniewicach, wychowana w małej wsi na wschodzie Polski. Z zawodu plastyczka realizująca się głównie w malarstwie olejnym. Z lubością zajmuje się czytaniem, pisaniem oraz haftem artystycznym.

seria: ja gorę
Format: 135x210, oprawa miękka
Wydanie 2

Opinie o produkcie (2)

20 września 2018

"A na wsi powiadali... (podsłuchane przeze mnie razu pewnego na wiejskim przystanku, w oczekiwaniu na pekaes do Łowicza;)) ...że Jadźka Józkowa gziła się z Kazikiem od Matyjaków. Rozpustnica jedna, ale chłopy lubiom takie dupiaste, cycate i chyntne na igraszki w stogu siana. Kijem jej Józek razów nabije, za te rozpusty w boży dzień!, toż to Boga w sercu nie ma na takie niegodziwości. Pińcioro dziecioków w chałpie siedzi, a ta po sianie się łasi. Czyżby jaka mara nieczysta czy djobeł w dziewuche wstąpił, cyco?". A może i rzeczywiście mara? A może nie chuć niezaspokojona tylko Kauk? Takie dylematy to tylko Słaboniowa może rozstrzygnąć ;) bo ta historia w kontekście Starej Słaboniowej i Spiekładuchów nabiera innego wymiaru... Mała wioska gdzieś na wschodnich terenach Polski i Teofila Słaboniowa – staruszka, zielarka, a może i po trosze czarownica? Ile ma lat, nie wie nikt. Siwiutkie jej włosy pod kwiaciastą chustą ukryte, w dłoni leszczynowa laska, a w piersiach serce wielkie, dobre i pomocą służące. Bo do Capówki pode Chmielowem nader często zagląda zło, czy to w postaci strzygi, zmory czy kikimory. Zjawy, mary i inne czarcie pomioty, które dusze ludzką na zgubę prowadzą, a ciało na zatracenie. Ale stara Słaboniowa wie jak odczarować złe uroki. Joanna Łańcucka oddaje w ręce czytelników rubaszną, nasyconą grozą baśń utkaną na kanwie mitologii słowiańskiej. Jawa miesza się ze snem, rzeczywistość z fantazją. A klimat czaruje, przenosi nas do drewnianej chałupy, z hyrbatą na stole, drożdżowym plackiem i tym specyficznym zapachem – ziół, starości i ciepła. Powieść napisana została przepiękną gwarą, która idealnie komponuje się z aurą mistycyzmu i codziennością wiejskiej egzystencji. Bardzo sugestywne, mroczne ilustracje perfekcyjnie współgrają z treścią. Stara Słaboniowa i Spiekładuchy to nie tylko opowieść o wierzeniach, zabobonach i nadprzyrodzonych mocach, ale przede wszystkim wnikliwa analiza ludzkiej natury. Wsi spokojna, wsi wesoła? A skąd! Pijaństwo, gnuśność, wygodnictwo, kłapanie ozorem na wszystkie strony świata. Autorka zgrabnie przemyca w tekst prawdy życiowe i obnaża brudne, wstydliwe wnętrze okryte pelerynką bogobojności i skromności. "Żeb kogo na zło drogę sprowadzić, to grunt żyzny być musi". "Wódkie jak chleli, tak i chlejo. Tu nijakiej różnicy nie uświadczysz". "We wsi jak słowo jedno rzucisz, to zaraz się w dziesięć przemienia, a ledwo się obejrzysz, to w pięćdziesiąt, a każde obelżywe i pełne nienawiści [...]" Zaiste zacna to lektura. Nie tylko ze względu na podjęcie się charakterystyki słowiańskich wierzeń ludowych (a takich publikacji jak na lekarstwo), ale i formę wypowiedzi (gwara), odwagę we wplecenie w tekst rozpustnych, bezpruderyjnych fragmentów oraz umiejętną kreację postaci. Słaboniowa to jedna z najbardziej tajemniczych i wyrazistych postaci. Ze skrawków tekstu, z ochłapów rzuconych w fabułę informacji wizualizujemy sobie Teofilę i odtwarzamy wyboistą, krętą i pełna złą drogę, która zaprowadziła ją do Capówki. "Była to choroba ducha, co śmiertelną być może, bo człowiek z niej usycha na wiór, zapada się, marnieje". To jest jedna z tych książek, do których się wracać będzie i którą puszcza się w świat, aby jak najwięcej ludzi czytało. I się zachwycało. Rzadko to piszę, ale Starą Słaboniową warto, a wręcz trzeba mieć na półce własnej biblioteczki. Urokliwa, magiczna, wyborna.

15 września 2021

„Stara Słaboniowa i Spiekładuchy” krążyła w mojej książkosferze już od pewnego czasu. Głównie za sprawą licznych polecanek z Waszej strony, jasno dających mi do zrozumienia, że jest to pozycja nad którą warto się pochylić. Nadszedł więc oto ten moment, że postanowiłem wziąć ją na warsztat i sprawdzić organoleptycznie, czy jest to smaczny kąsek, czy raczej rozgotowana ciaparajda. Zapraszam zatem do świata słowiańskich duchów i upiorów, stworzonego przez Panią Joannę Łańcucką. Wieś Capówka, przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Stara Słaboniowa wychodzi wieczorem przed dom, rozglądając się po swojej rodzinnej wiosce. Niespodziewanie zauważa dziwną postać majaczącą w oddali. Ogarnia ją dziwne przeczucie, że wkrótce we wsi stanie się coś złego. Szybko okazuje się, że ma rację… Pierwsze skojarzenie jakie nasunęło mi się podczas czytania to, że główna bohaterka jest wypadkową trzech postaci literackich: Geralta z Rivii, Jakuba Wędrowycza i poczciwej Panny Marple z powieści kryminalnych Agathy Christie. Z jednej strony dobra i uczynna pani detektyw, z drugiej chcąc nie chcąc pogromczyni wszelkiej maści nadprzyrodzonego plugastwa. A tego w książce mamy co niemiara. Kikimora, wampir, kauk, strzyga, duchy zmarłych, południca, czarownica czy w końcu sam władca piekieł, zestawienie przeciwników które przyprawiłoby o ból głowy niejednego wytrawnego łowcę potworów. Do tego dochodzi obraz wsi, wycięty prosto z pierwszej części polskiej komedii "Kogel - Mogel". Czyli jak facet to wiadomo, że musi żłopać wódeczkę i być panem i władcą na włościach. Tymczasem kobieta ma rodzić dzieci, siedzieć w domu i gotować tak, by mąż był zadowolony - czyli wypisz wymaluj rodzice Katarzyny Solskiej, czyli głównej bohaterki wspomnianego wcześniej filmu. Wszystko to natomiast skropione lekką dozą klimatu, który znamy z pierwszych utworów Stefana Dardy. Cała powieść, choć nie wiem czy tego słowa mogę użyć, jest tak naprawdę zbiorem jedenastu opowieści, które mimo, że każda jest o czymś innym, to spinają się w jedną całość, tworząc ciąg trwającej historii. Ciekawe rozwiązanie na budowę książki, które muszę przyznać podobało mi się. Szczególnie, że z każdą kolejną historią, autorka wprowadza nowe postacie, które jak się później okazuje, mają bardzo duży wpływa na rozwój wydarzeń w dalszych opowieściach. Mocnym punktem fabuły jest również motyw z odkrywaniem przeszłości głównej bohaterki. Pani Joanna od samego początku przemyca strzępki informacji odnośnie umiejętności i wiedzy Słaboniowej, aż w pewnym momencie ujawnia wszystko, szczerze mnie tym rozstrzygnięciem zaskakując. Jednym, ale i chyba największym mankamentem tej "powieści" jest to, że kompletnie nie straszy. Fakt, jak wspomniałem wcześniej, pojawia się mnóstwo istot z mitologii słowiańskiej, ale ich obecność w żadnym stopniu nie sprawia, że człowiekowi ciary przechodzą po plecach. Jedynym wyjątkiem jest dla mnie opowieść "Ciemność". Przede wszystkim dlatego, że autorka zastosowała w niej po pierwsze narrację od strony potwora, po drugie ta historia, w porównaniu do innych, posiada niesamowicie gęsty i mroczny klimat, a zarazem jest bardzo krwawa, makabryczna, ale również pełna smutku i cierpienia. W niej po raz pierwszy zacząłem odczuwać pewną dozę strachu, której brakowało mi przez całą lekturę. Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że jest to najlepsza część całej książki. Podsumowując, mimo, że nie straszy "Starą Słaboniową i Spiekładuchy" czytało mi się bardzo fajnie. Oczywiście, można również zarzucić autorce pewien schemat przedstawianych opowieści, ale mnie to aż tak bardzo nie przeszkadzało. Ogólne wrażenia po lekturze na plus, a zważywszy, że Pani Joanna nie wyjaśniła wszystkich wątków, to mam nadzieję, że za jakiś czas światło dzienne ujrzy kontynuacja przygód dzielnej Słaboniowej. Tymczasem niniejszą książkę polecam!!!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl