Książka tygodnia
Błahy incydent - Justyna Edmondson
Błahy incydent - Justyna Edmondson
40,00 zł
szt.
Dzieją się wtedy najrozmaitsze wariactwa i cuda - wywiad z Elką Noland
Dzieją się wtedy najrozmaitsze wariactwa i cuda - wywiad z Elką Noland

Redakcja: Anna i lekarz” to książka o poszukiwaniu siebie, miłości i poczucia tożsamości. Czy można tak powiedzieć?

Elka Noland Tak, chociaż chciałabym, żeby każdy znalazł swoją interpretację i odpowiedź na pytanie – o czym jest ta książka. Dla mnie to przede wszystkim opowieść o barierach, które sami tworzymy, oddzielając się od innych ludzi i też od siebie. Te bariery to rozbudowane i wyuczone stereotypy, mówiące o tym, jacy mamy być, czego mamy chcieć i do czego dążyć, no i – oczywiście – jacy są inni ludzie i czego się po nich spodziewać.

Na całe szczęście – tak, jak w książce – prawdziwe, szczere odczucia i pragnienia nie pozwalają się tak łatwo zagłuszyć i przekłamać. Jeśli wsłuchamy się w „podpowiedzi”, które wysyła do nas nasze stłumione JA i świat – jest szansa na odnalezienie własnej drogi, spokoju, szczęścia i autentycznej więzi z innymi ludźmi.

Redakcja: A dla kogo Pani napisała tę książkę? Kim są według Pani czytelnicy „Anny i lekarza”?

Elka Noland Napisałam ją dla wszystkich, którzy zechcą poznać historię Anny -:) Przypuszczam, że będą to przede wszystkim kobiety, które mają za sobą „kawałek życia”, poszukujące nowych odpowiedzi na pytania o siebie, świat i bliskie relacje z innymi. Mam też nadzieję, że znajdą się mężczyźni zaciekawieni tą historią i kobiecym spojrzeniem na rzeczywistość. Może wśród nich będzie jakiś lekarz – kto wie :-).

Redakcja: Jak i kiedy zrozumiała Pani, że chce pisać?

Elka Noland Myślałam o tym od dawna, ale nie dawałam sobie przyzwolenia na pisanie. Wciąż wydawało mi się, że są „ważniejsze i poważniejsze” sprawy i im powinnam poświęcać swój czas. Teraz wiem, że tak właśnie musiało być – musiałam „dojrzeć” do tej decyzji. Coś jeszcze przeżyć, zobaczyć i poczuć. Może też pozbyć się moich osobistych barier w tej kwestii. Mniej więcej trzy lata temu, pewnego poranka obudziłam się z absolutną pewnością, że napiszę właśnie taką książkę – opowiem taką historię. Podzieliłam się tą informacją z wieloma osobami. Nie ukrywam, że niektórzy patrzyli na mnie z pobłażliwym niedowierzaniem. No cóż – ja wiedziałam, że tak właśnie będzie i – jak widać – jest.

Redakcja: Podobno zaczęła Pani swoją książkę od... środka. Czy to prawda?

Elka Noland Nie bardzo rozumiem stwierdzenie „zacząć książkę”. Jeśli chodzi o historię, którą w niej opowiadam, to „zaczęłam” ją od początku do końca. Dopiero gdy cała historia ułożyła się w tym linearnym porządku „w mojej głowie” i krótkich, odręcznych notatkach, zabrałam się za jej szczegółowe pisanie. I rzeczywiście – zaczęłam technicznie „spisywać” ją bez zachowania linearnego porządku. To, jakim fragmentem zajmę się danego dnia, uzależniałam od mojego nastroju, humoru, a czasem pogody :-)

Redakcja: Co Pani sprawiło największą trudność w pisaniu, co zdziwiło, zachwyciło?

Elka Noland Największą trudność sprawiła mi obróbka techniczna tekstu – tak bym to nazwała. To było najtrudniejsze. Przecinki, wielokropki – ogromnie i bezsensownie nadużywane przeze mnie, których w końcu musiałam się pozbyć. Wiązało się to z koniecznością wielokrotnego „przechodzenia” przez – w moim odczuciu skończoną – historię Anny i lekarza. No i w końcu – jak to ja – zaczęłam być trochę zła i znudzona bohaterami, więc fantazjowałam, zmieniając ich losy. Było w tych fantazjach dużo z horrorów, krwawych kryminałów i czarnej komedii. Tak próbowałam odreagować uciążliwość pracy na tym etapie. Niektóre rozwiązania, które wtedy przychodziły mi do głowy, były tak absurdalne i zupełnie niepasujące do oryginalnych charakterów postaci, że sama przez chwilę potrafiłam się tym nieźle bawić. Jakoś pozwoliło mi to poradzić sobie z tymi trudnościami.

Zdziwiła mnie moja lekkość pisania. Myślałam, że będzie mi trudniej. A zachwyciła mnie kreacja. Kiedy w ciszy swojego pokoju, delikatnie dotykając klawiszy mojego laptopa, tworzę – powołuję do książkowego życia postacie, plączę ich losy, emocje, wybieram miejsca, w których są, i myśli, które myślą, słowa, które wypowiadają. Mogę to zmieniać, rzeźbić, tak długo, aż nie poczuję, że „to jest to – o to właśnie mi chodziło”. Wspaniałe odczucie.

Redakcja: Pomówmy teraz o Pani lekturach. Czy są jakieś szczególne dla Pani książki? Może takie, które wpłynęły na to, jak sama Pani pisze?

Elka Noland Odpowiedź na to pytanie – taka, jaką powinnam przedstawić – przekroczyłaby z pewnością ramy tego wywiadu, więc ograniczę się tylko do trzech książek, które są dla mnie bardzo ważne: Stanisław Lem – Wizja lokalna, Kornel Makuszyński – Perły i wieprze, Jonathan Carroll – Kraina chichów.

Jest w nich powaga spraw ludzkich, znanych każdemu, przeplatana groteskowymi, komicznymi obrazami rzeczywistości. Fantazja, humor i dziwaczności, czasem na granicy absurdu, kpiny i cynizmu – ale takiego trochę przez łzy. W ogromnym skrócie i uproszczeniu tak opisałabym powody ważności tych książek.

Redakcja: Nie pochodzi Pani z Gdańska, a o nim pisze. Co na to wpłynęło? Co Panią do Gdańska przyciągnęło?

Elka Noland Wiele razy bywałam w Gdańsku, zanim się tu przeprowadziłam, i zawsze wyjeżdżałam stąd z ogromnym niedosytem i żalem, że już trzeba wracać. Czułam to zarówno jako dziecko, jak i dorosła osoba. Zawsze było mi tu wspaniale, jakbym uwalniała się od ograniczeń, a z każdym oddechem „pobierała” dawkę wolności, odwagi, niezależności. Naprawdę powietrze pachnie tu inaczej i ten niepowtarzalny urok uliczek Głównego Miasta, widok statków na redzie widoczny z mola w Brzeźnie, Motława, w której tak często można dojrzeć odbijające się pobrzeża, ulica Mariacka – latem, jesienią, zimą i wiosną. Czuję, że Gdańsk to zawsze było i jest moje miejsce. Trochę długo „zwlekałam” z decyzją zamieszkania tutaj, ale w końcu udało się.

Redakcja: Dopiero po ukazaniu się Pani powieści zaczęła być Pani obecna w mediach społecznościowych, na przykład na FB. W dzisiejszych czasach – w dobie wszechobecnej interakcji – jest to rzadkość. Jak Pani to skomentuje?

Elka Noland Tak, to prawda. Moja obecność na FB jest „z rozsądku”. Namówiło mnie do tego wydawnictwo, no i uległam, chociaż nie czuję się tam dobrze. FB nigdy nie będzie dla mnie miejscem, w którym mam szczegółowo pisać o sobie. Mam dość mocno rozbudowaną potrzebę zachowania pewnej prywatności, która kłóci się z nieco „ekshibicjonistycznym” FB. Jestem na pewno ogromnie wrażliwa na przekraczanie pewnych granic. No jakoś tam funkcjonuję – mam publiczny profil. Zawsze też można się ze mną skontaktować, podzielić opinią, komentarzem czy o coś zapytać mailowo. Mój adres: elkanoland@gmail.com. Zapewniam też, że każdy mail uważnie przeczytam i ewentualnie odpowiem.

Redakcja: Obdarzyła Pani swoją bohaterkę, Annę, niezwykle ciepłą i trochę zwariowaną osobę, sporym dylematem – nie lubi ona lekarzy. Pani też się ich boi? 😉 

Elka Noland Nie – nie boję się lekarzy. Jeżeli czegoś się obawiam w kontaktach ze światem medycznym, to niepomyślnych rokowań, niepokojących diagnoz – a więc boję się kłopotów ze zdrowiem. Pewnie jak każdy. Lekarze, których poznałam w swoim życiu, zawsze pomagali mi wyjść z tych kłopotliwych sytuacji. Chociaż – oczywiście – życzę sobie i wszystkim jak najrzadszych kontaktów z lekarzami – czyli życzę zdrowia i sprawności.

Redakcja: Tak naprawdę pytam trochę o to, czy utożsamia się Pani z bohaterką.

Elka Noland Tylko częściowo utożsamiam się z nią, chociaż w wielu faktograficznych kwestiach jest do mnie podobna – warszawianka, socjolog. Na pewno nie utożsamiam się z jej mocno zakorzenionym lękiem i traumą w kontaktach z lekarzami. Muszę się też przyznać, że zdecydowanie utożsamiam się z każdą postacią występującą w powieści. Wszyscy występujący bohaterowie odzwierciedlają cząstki mnie. Nawet Józek i Franek – choć to tylko krótki epizod. Nie chcę jednak konkretyzować tych osobistych „ziarenek” tkwiących w każdej postaci. Niech to będzie taka moja tajemnica.

Redakcja: Obdarzyła ją też Pani dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Jej rozmowy z alter ego są kapitalne.

Elka Noland Tak – chciałam, żeby Anna była właśnie taka. Alter ego bohaterki to taki specyficznie racjonalny i emocjonalnie chłodny „dorosły krytyk”. Czasem z niej kpi, czasem próbuje jej na swój sposób pomóc. Trochę jak rodzic, trochę jak nauczyciel, a czasem jak rzeczowy, konkretny, dorosły doradca. Kontrast, który powstaje w tym kontakcie jej odmiennych części „JA”, bywa komiczny. Alter ego bohaterki ma też jeszcze jedną, ważną cechę – zupełnie nie rozumie „stanu zakochania”. Myślę, że większość z nas tego nie rozumie i ma bardzo krytyczne nastawienie, chyba że... właśnie nam się to przytrafia. Dzieją się wtedy najrozmaitsze wariactwa i cuda – smutne i radosne – ale o tym każdy musi się sam przekonać.

 

Elka Noland – rodowita warszawianka, która po wielu latach życia w stolicy zdecydowała się na realizację jednego ze swoich marzeń – zamieszkanie w Gdańsku. Zaczęła pisać, bo „w Gdańsku tak bardzo powietrze pachnie wolnością...”. Zodiakalna ryba, przekonana, że gotuje najlepszą zupę pomidorową, uwielbiająca tajski masaż stóp, spacery po uliczkach Starego Gdańska, wschód słońca na plaży i… dzień urlopu „na żądanie”.

Fotografie: Edyta Czapla

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl